Absalomie, Absalomie

Synu mój, Absalomie!
Absalomie, synu mój, synu mój!
Obym ja umarł zamiast ciebie!

Druga Księga Samuela

 

Historia Dawida i Absaloma jest jak przypowieść o synu marnotrawnym bez szczęśliwego zakończenia. «Pewien człowiek miał dwóch synów. Starszy z nich powiedział do niego: „Oddaj mi swój majątek i królestwo, w przeciwnym razie wypowiem ci wojnę”. Niedługo potem, zebrawszy ludzi, odjechał i rozpoczął wojnę ze swym ojcem. Ojciec posyłał do niego swoje sługi, żeby go nakłonić do zgody, ale on nie chciał. W końcu starszy syn zginął w bitwie, pozostawiając ojca w rozpaczy, a dziedzictwo przypadło w udziale młodszemu». Straszny scenariusz, ale nie niemożliwy. Nie wszystkie przypowieści dobrze się kończą.

Wolno nam mieć nadzieję zbawienia dla wszystkich. Wolno ufać, że Bóg swoimi sposobami doprowadzi w końcu do siebie każdego człowieka. Nie wolno bagatelizować możliwości przeciwnej, wiecznej samotności – tego, że ktoś odrzuci jedną po drugiej wszystkie swoje szanse. Bo kto mu zabroni? Trudno jest mówić o potępieniu czy choćby tylko myśleć. Samo słowo z trudem przeciska się przez gardło, może dlatego, że po części rozumiemy, co oznacza. No i tyle się mówi, że nie trzeba straszyć piekłem. Pewnie, że nie trzeba. Ale nie chodzi o straszenie. W każdym razie kiedy w końcu temat pojawia się w myśli czy rozmowie, Bóg zazwyczaj znika ze sceny. Nie wiemy, jak Go sobie wyobrazić, jaką rolę odgrywa w tej tragedii. Gdzie wtedy jest? Może w królewskiej komnacie Dawida w dniu śmierci Absaloma. Ukryty w cierpieniu człowieka, który przeżył swojego syna. Bo jeżeli ziemski ojciec tak rozpacza po stracie dziecka, to o ileż bardziej ten, który jest Ojcem wszystkich.

udostępnij na FB

POZNAJ INNE ZAPISKI